Spotkanie z prof. Edwardem Polańskim

W przedostatnią sobotę października miłośnicy układania krzyżówek zjechali do Sosnowca na coroczny turniej kompozycji krzyżówki. Turniej ten okazał się wyjątkowy, a to dzięki Małgorzacie Wołc, prezes sosnowieckiego klubu „Ariada”. Sprawiła ona wszystkim uczestnikom nie lada niespodziankę i ogromną frajdę: po kilkuletnich staraniach udało się jej namówić do udziału w spotkaniu profesora Edwarda Polańskiego, naszego słownikowego guru.

Przypomnijmy, że prof. Polański, znawca współczesnej polszczyzny i leksykograf, jest redaktorem naukowym m.in. „Wielkiego słownika ortograficznego PWN” (wyd. 2003 i 2006), a miłośnicy ortografii znają go jako autora wielu pomysłowych dyktand („Znienacka zza kępy kaktusów wynurzył się rozczochrany i na wpół przytomny johannesburczyk”).

Wspomniany słownik ortograficzny to także nasza redakcyjna biblia, zawiera przecież najnowsze, obowiązujące rozstrzygnięcia ortograficzne i interpunkcyjne. Dla uczestników turnieju kompozycji słownik ten jest szczególnie ważny, ponieważ stanowi najpełniejszy zbiór dopuszczalnych regulaminowo rzeczowników. Wśród nich znajdują się m.in. tysiące nieodnotowanych dawniej nazw, terminów i najnowszych słów w polszczyźnie, w tym licznych zapożyczeń.

Spotkanie z prof. Edwardem Polańskim 1
Prof. Polański (z prawej) w rozmowie z Małgorzatą Wołc i Romanem Nowoszewskim

Profesor jest już na emeryturze, wycofał się z aktywnego życia zawodowego. Zgodził się na spotkanie, aczkolwiek tylko na krótko i pod warunkiem, że nie będzie to żaden wykład czy referat. Tymczasem zasiedział się z nami prawie cztery godziny! Z własnej inicjatywy opowiadał o językowych zawiłościach, ortograficznych pułapkach, a przede wszystkim o powstawaniu kolejnych słowników ortograficznych. Dowiedzieliśmy się, że do opracowania jego słownika doszło właściwie przez przypadek. Prof. Polański pisał dla redakcji PWN recenzję „Słownika ortograficznego języka polskiego” pod redakcją prof. M. Szymczaka i zauważył w nim między innymi rażący błąd w partykule „niechżeż”, wydrukowanej jako „niechżesz”. I tak to się zaczęło…

Gdy już został redaktorem naukowym słownika ortograficznego, zdecydował o umieszczeniu w nim wulgaryzmów, zachowując je jednak tylko w formie podstawowej, bez derywatów (wyrazów pochodnych). W rezultacie, w trosce o morale młodzieży, utworzył się front przeciwników umieszczania takich wyrazów w słownikach – do tego stopnia, że niektórzy uznali ów słownik nie „ortograficznym”, lecz „pornograficznym”… O uwzględnienie wulgaryzmów profesor musiał walczyć nie tylko na forum Komisji Języka Polskiego PAN, ale także w środowisku akademickim, nie mówiąc o własnej rodzinie, która też była przeciwna.

Uzasadnieniem dla odnotowania wulgaryzmów były, przykładowo, wątpliwości protokolantki sądowej, która telefonicznie zwróciła się do profesora z zapytaniem o pisownię pewnych mocnych słów, stanowiących dowód w sprawie. Dzwonili także redakcyjni adiustatorzy tekstów, pytając o właściwą pisownię wyrazów , które widnieją nie tylko na murach i parkanach, ale występują też w zapisywanych dialogach. Profesor sprzeciwił się natomiast umieszczaniu przy tych hasłach kwalifikatora: „wulg.”, twierdząc, że to właśnie wtedy młodzież wyszukiwałaby z wypiekami na twarzy owe intrygujące wyrazy. Dlatego też wydał oddzielny słownik przeznaczony dla młodzieży, niezawierający wulgaryzmów.

Drugą część spotkania wypełniło wpisywanie dedykacji do słowników. Przy tej liczbie osób powinno ono potrwać kilkanaście minut,a zajęło prawie godzinę. Profesor chciał bowiem z każdym zamienić słowo – dowiedzieć się, skąd pochodzi, jaką szkołę kończył, czym się interesuje… „A pan przyjechał tu aż z Gdyni? – do Tomasza Tokarskiego – Mam tam kuzynkę, jeżdżę do niej czasami, znam Gdynię dobrze”. Albo: „To ja muszę teraz panu salutować, panie pułkowniku – to do Grzegorza Chomicza, kapitana łodzi podwodnej. – Ja jestem porucznikiem rezerwy, po studium wojskowym dano mi gwiazdki na pagony. I pan też zajmuje się ortografią!”. Poznał Adama Ząbka: „Pan brał udział w teleturnieju Zabawy językiem polskim! Byłem tam przewodniczącym jury, z Krystyną Bochenek, organizatorką dyktand ogólnopolskich. Już ładnych parę lat temu”. Z kolei Stanisława Osydę pytał: „Skąd zainteresowanie językiem u inżyniera mechanika?” – „Bo dla mnie słowo jest konstrukcją literową. Jak urządzenie”.

Spotkanie z prof. Edwardem Polańskim 2
Dedykację otrzymuje Adam Ząbek z „Ariady”

Profesor Polański czuł się w gronie szaradzistów jak ryba w wodzie. Już sam widok niemal 40 osób wertujących tyleż egzemplarzy jego słownika (własnych, przywiezionych z domu) musiał zrobić na nim ogromne wrażenie. Wdał się w rozmowę niemal ze wszystkimi uczestnikami, co chwilę wybuchał śmiechem, reagując żywiołowo: „To niesamowite! Patrzcie państwo! Nie do wiary!”. Przyznał, że w swojej długiej karierze zawodowej po raz pierwszy ma do czynienia z gronem osób, które w tak intensywny i badawczy sposób korzystają z „Wielkiego słownika ortograficznego”, jego życiowego dzieła – przy czym wiele z nich zna jego zawartość lepiej niż on sam…

Spotkanie z prof. Edwardem Polańskim 3
A teraz wpis do redakcyjnego słownika; obok Arkadiusz Dybała, sekretarz redakcji „Rozrywki”

Redaktor naczelny „Rozrywki” Roman Nowoszewski wręczył profesorowi redakcyjne upominki, w tym także „Słownik imion”, wydany w serii Biblioteczka „Rozrywki”. Obdarowany, dowiedziawszy się, że twórca tego słownika Bogusław Nowak znajduje się na sali, gorąco poprosił z kolei jego o wpis dedykacyjny. I tak się role odwróciły… Na zakończenie spotkania Profesor udostępnił swoje adresy e-mailowe, w tym także prywatny, prosząc, by szaradziści kierowali do niego swoje uwagi, spostrzeżenia, wątpliwości i propozycje z zakresu ortografii.
RoMi
Fot. Małgorzata Wołc
Wykorzystano fragmenty internetowej relacji Adama Ząbka


„Rozrywka dla Każdego” 01/2009